She's got a smile that it
seems to me Reminds me of
childhood memories Where everything Was as fresh as the bright blue sky. Moja ulubiona piosenka. Zaczynam tańczyć I śpiewać,
gdy nagle muzyka ucicha. No tak… budzik. Otwieram oczy i spoglądam na szafkę
nocną, na której leży mój telefon. Wyłączam drzemkę w telefonie i patrzę na
zegarek. 10, więc nie jest tak źle. W końcu sobota! Wstałam, poszłam się
ogarnąć, ubrać i pomalować. Postanowiłam tylko pociągnąć rzęsy
tuszem. Następnie zeszłam na dół, do rodziców i siostry.
- Hej wszystkim- przywitałam się z uśmiechem.
- No cześć mała, jak się spało?- zapytał mój tata.
- Bez zmian, nieźle.- odpowiedziałam przez śmiech.
- Adaś dzwonił przed chwilą, powiedział, że wpadnie do
Ciebie za jakiś czas, więc bądź czujna.- powiedziała moja mama.
- Hahaha, ok- odpowiedziałam. Poszłam na górę ogarnąć
troszkę w pokoju. Gdy skończyłam sprzątać, usiadłam przed laptopem, weszłam na
fb, sportowefakty, tt i instagrama.
- Heeeeeej- usłyszałam nagle za moim uchem.
Podskoczyłam i mimowolnie pisnęłam. Odwróciłam się, a za mną na podłodze leżał Adam i tarzał się ze śmiechu.
- Strzelec! Chcesz, żebym umarła na zawał? Pogięło
Cię?!- nawrzeszczałam na niego. Chciałam
utrzymać powagę, ale nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Położyłam się
obok niego.
- Jak tam?- spytał Adaś.
- Bywało lepiej i gorzej, a u Ciebie?- odpowiedziałam
z uśmiechem.
- Dooobrze- powiedział a następnie wybuchnął śmiechem.
Ja też zaczęłam się śmiać, tyle że z niego.
- Dobra, debilu, co robimy?- spytałam podnosząc się do
siadu.
- Nie wiem jak ty, ale ja mam o 16 trening, więc mamy
duuużo czasu- zaśmiał się.
- Idę z tobą, nie ma bata. – powiedziałam.- A teraz
chodź, przejdziemy się na miasto. Tylko daj mi się przebrać.
-Jasne, spoko- powiedział wstając. Myślałam, że
wyjdzie, jednak on ani myślał opuszczać ten pokój.
-No to może byś łaskawie ruszył ten swój chudy tyłek z
tego pokoju?- zaśmiałam się.
- A muszę?-zapytał zasmucony. Zaczęłam się, po raz
kolejny, śmiać. Ten chłopak doprowadza mnie do łez.- No doooobra. Idę do
łazienki.- wyszedł. Ja zamknęłam drzwi i przebrałam się. Gdy wyszłam z pokoju, Adam już stał przy schodach.
-Chodź- pociągnęłam go za rękę i zeszliśmy na dół,
gdzie siedziała moja młodsza siostra. Uwielbia Adasia, zawsze, gdy przychodzi
jest szczęśliwa.
- Hej mała- powiedział do Marcysi i podszedł do niej.
Ona, gdy go tylko zobaczyła, zeskoczyła z kanapy, podbiegła do niego i rzuciła
mu się na szyję. Chłopak zaczął się z nią kręcić wokół własnej osi tak, że
małej spadły kapcie.
-Oj, Adaś, co ty z nią robisz- zaśmiałam się.
-Jak się ma moja świeżo upieczona pięciolatka?-spytał
Strzelec
-Dobrze- uśmiechnęła się.
-No to super- zaśmiał się.- My już lecimy młoda-
powiedział stawiając ją na ziemi.
-Idź do babci, ja będę później w domu, ok. 19-
uśmiechnęłam się do niej.
-A gdzie idziecie- zapytała zaciekawiona Marcelinka.
-Najpierw do miasta, a potem mam trening i twoja
siostra pójdzie ze mną- mówiąc to objął mnie ramieniem.
-Idziemy, mała. Cześć- powiedziałam, pomachałam do
niej i wyszliśmy.-Jesteś samochodem?- spytałam Adama.
-Nie, jestem człowiekiem.-zaśmiał się.- A ten bus stoi
sobie tylko dla ozdoby na twoim podjeździe.
-No tak- zaczęłam się śmiać.
Wsiedliśmy
do samochodu i odjechaliśmy. Podróż co centrum zajęła nam 15 minut.
Zaparkowaliśmy na parkingu na deptaku i wyszliśmy z auta.
-To co robimy?- spytałam
- Zjadłbym coś- odpowiedział Adaś
-Ty ciągle byś coś jadł- zaśmiałam się- chodź,
głodomorze.
- Ej, nie pozwalaj sobie- powiedział przez śmiech
- Chciałam Ci przypomnieć, że to ty jesteś rok
młodszy, więc mordeczka w kubeł, proszę.- powiedziałam i wybuchłam śmiechem.
- Wiesz co?- powiedział obrażonym tonem i przyśpieszył
kroku.
- Oj Adaś, no weź dogoniłam go, objęłam ramieniem, a
ten idiota zaczął się śmiać.
- Dobra, to gdzie jemy?- zapytał
-Chodź może na pizzę jakąś, co?- zaproponowałam.
-Jestem za-uśmiechnął się i ruszyliśmy w kierunku
pizzerii. Weszliśmy do środka i zamówiliśmy jedną, dużą pizzę. Gdy ją
przynieśli, oczy prawie wyszły mi z orbit.
- I my mamy to zjeść?- zaczęłam się śmiać.
- Sam zjadłbym całą, ale będę dobroduszny i się z Tobą
podzielę- zaśmiał się.
W ten oto sposób ja zjadłam jeden kawałek, po którym
byłam już pełna, a Adaś resztę pizzy. Słyszałam, że żużlowcy dużo jedzą, ale
żeby aż tak? Gdzie oni to wszystko mieszczą?
- Najadłeś się?- spytałam Strzelca, gdy skończył.
-Wydaje mi się, że tak- uśmiechnął się.- Która jest
godzina?
- 14, idziemy już?- spytałam.
- Trening jest o 16, więc najpóźniej o 15 chciałbym
być, żeby jeszcze motor przygotować.
- Jasne, nie ma sprawy. Chętnie Ci pomogę.-
powiedziałam.
Zawsze
lubiłam szperać przy motocyklach. Gdy byłam mała, jeszcze w Częstochowie, często pomagałam
tacie, który jest mechanikiem. Uwielbiałam też majstrować przy crossie ojca,
sprawiało mi to niemałą frajdę. Nie oznacza to, że byłam chłopczycą. Jak każda
dziewczynka, chciałam zostać księżniczką, albo piosenkarką. To drugie zostało
mi do tej pory. Muzyka zawsze była we mnie. 4 lata temu nauczyłam się grać na
gitarze, więc jestem w tym bardzo dobra. Od zawsze uwielbiałam też śpiewać, ale
jakoś nigdy nie mogłam przezwyciężyć tremy wiążącej się z występem przed
publiką. Lubię śpiewać, ale tylko dla siebie. Wyjątkami są moi rodzice,
siostra, Adaś i Artur. Z Czają niestety nie widuję się tak często, jak bym
chciała. Mieszka dość daleko, to pewnie dla tego.
- To chodź może do sklepu muzycznego na chwilkę, co?
Muszę sobie kupić nowe kostki, bo tamte już są zjechane.- zaśmiał się Adam.
- Dobra, chodźmy- odpowiedziałam.
Kiedy
rok temu Adaś zobaczył, jak gram na gitarze, sam postanowił spróbować. Kupił
sobie pięknego akustyka i poprosił mnie, żebym go czegoś nauczyła. Chętnie
mu pomagałam. Muszę powiedzieć, że jest już całkiem niezły, jak na rok gry.
Radzi sobie bardzo dobrze.
Gdy
weszliśmy do sklepu, od razu skierowałam się pod ścianę z zawieszonymi gitarami
basowymi. Uwielbiam ten instrument. Mogłabym się na niego patrzyć godzinami.
Jak to kiedyś stwierdził mój kolega: Elektryk jest fajny, ale słucha się go
uszami. Dźwięki basu czujesz aż w żołądku.
- A ty znowu tutaj…- zaśmiał się Adaś podchodząc do
mnie.
-Wiesz, że je uwielbiam- zaśmiałam się
- I to aż za dobrze.- uśmiechnął się i pociągnął mnie
za rękę do kasy. Kupiliśmy wszystko, czego Adam potrzebował i ruszyliśmy do
samochodu. Kierunek: stadion żużlowy. Po 10 minutach jazdy byliśmy na miejscu.
Dzisiaj miał trenować cały zespół, no ale wiadomo, że ciężko było wyciągnąć
Szwedów, więc trenowali tylko Polscy zawodnicy: Jarek Hampel, Patryk Dudek,
Kamil Adamczewski, Alex Zgardziński, Krzysztof Jabłoński, Piotr Protasiewicz no
i oczywiście Strzelec. –Chodź, przedstawię Cię chłopakom.- powiedział.
Poszliśmy, na razie bez sprzętu, przywitać się z żużlowcami.
Prawie zemdlałam, kiedy zobaczyłam pana Jarka. Od zawsze był moim idolem. Uwielbiałam go za to, że
punktuje jeżdżąc w piękny sposób, nie to co np. Nicki Pedersen, po trupach do
celu. To nie w stylu Hampela.
-Cześć Julia, Adam dużo o tobie opowiadał- uśmiechnął
się pan Jarek i wyciągnął do mnie rękę.
-Dzień dobry Panu. Mam nadzieję, że same dobre rzeczy.-
zaśmiałam się i uścisnęłam dłoń żużlowca.
-Nie mów do mnie per ‘Pan’, bo czuję się wtedy staro.
Jestem Jarek
-Ja Julia, bardzo mi miło- uśmiechnęłam się.
Właśnie
poznałam Jarosława Hampela. O mój Boże…
-Ty musisz być Julia, tak? Adaś wspominał, że wpadniesz-
podszedł do mnie Patryk Dudek i uścisnął mi rękę.
- Tak, to ja- uśmiechnęłam się-Miło mi Cię poznać.
-Mi Ciebie również.
-Co tam Patryk, rozmawiasz z jakąś piękną panią i mnie
nie wołasz? Foch!- podszedł do nas Kamil. Odwrócił się bokiem do Duzersa.- Jak masz na imię?
-Julia, miło mi-odpowiedziałam śmiejąc się.- No już
powiedz coś do niego, bo smutno mu przez Ciebie- zaśmiałam się i pokazałam na
Patryka, który nadal stał obok.
-Ta zniewaga krwi wymaga, nie ma tak dobrze!- Adamczewski
również zaczął się śmiać.
- Wiecie co?- powiedział Dudek z fochem- Idę stąd.
- No Paaatryk weeeź.- podeszłam do niego, chwyciłam za
rękę i pociągnęłam w naszą stronę. Uśmiechnął się do mnie.
Nawiązała się luźna rozmowa. Nie porozmawialiśmy
jednak za długo, bo chłopacy musieli wypróbować maszyny. Poszłam do boksu
Adasia. Siedział na krzesełku i słuchał muzyki. Usiadłam mu na kolanach i
wyciągnęłam jedną słuchawkę. Wsadziłam ją sobie do ucha i zaczęłam z nim
słuchać piosenki.
- Nooo, Strzelec, masz jednak gust!- zaśmiałam się.
-Po nazwisku, to po pysku, Nawrocka.- wybuchnął
śmiechem.- Wstawaj, muszę się przygotować do treningu. Po chwili mechanicy
odpalili motor Adasia. Od razu na mojej twarzy zagościł uśmiech. Uwielbiam ten
dźwięk.
- Chcesz się przejechać ze mną?- spytał Adam, widząc
moją reakcję.
- Mogę?!- spytałam z niedowierzaniem, oczy mi się
zaświeciły. Żużlowiec pokiwał głową. Rzuciłam się mu na szyję, byłam bardzo
szczęśliwa.
-No już, bo nie będziesz miała z kim jechać, jak mnie
udusisz- zaśmiał się. Dałam mu jeszcze buziaka w policzek.- Chodź, wyprowadzimy
go.- powiedział do mnie.
Wzięliśmy
żużlówkę i wyprowadziliśmy z boksu na zjazd na tor. Adam wszedł pierwszy i
kazał mi usiąść za sobą. Zrobiłam tak, oplotłam przyjaciela rękami w pasie i
pojechaliśmy. Wyjechaliśmy na tor. Adam przejechał kilka kółek, oczywiście nie
na pełnej prędkości ;). Gdy zjechaliśmy do parku maszyn zeskoczyłam z maszyny,
poczekałam aż Strzelec wprowadzi ją do boksu, powiedział mechanikom co zmienić
i podszedł do mnie. Ja znów przytuliłam się do niego.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję- krzyczałam mu
do ucha.
-Dobra, spokojnie!- powiedział Adaś przez śmiech.
Przez
resztę treningu siedziałam na murku w parku maszyn. Między biegami przychodził
do mnie Adaś, Patryk i czasami Kamil. Z Duzersem i Adamczewskim złapałam bardzo
dobry kontakt, wymieniliśmy się numerami telefonów. Po chwili podszedł do mnie
Patryk.
- Hej Jula, nie chciałabyś jutro obejrzeć meczu z
parku, tak od kulis?- zapytał lekko onieśmielony.
-Bardzo chętnie, tylko jestem umówiona już z
koleżanką…Ale jeśli pozwolisz, to bardzo chętnie wpadnę przez meczem.-
uśmiechnęłam się.
- Jasne, dobre i to- zaśmiał się
-Jesteś świetny, dzięki-podeszłam do niego i
przytuliłam.
-Super, to bądź jutro o 15 pod bramą do parku maszyn,
ok?
-Jasne, na pewno będę- uśmiechnęłam się.- Ja muszę już
lecieć, do jutra.- uśmiechnęłam się i pomachałam mu.
Ten dzień mogłam zaliczyć do bardzo udanych. Już jutro
niedziela. A to oznacza mecz z Tarnowem. Mecz, przed którym będę się
przechadzać po parku maszyn. Już nie mogę się doczekać!
_______________________________________________________________________________________________________
Hej kochani! Oddaję w wasze ręce 1. rozdział. Mam nadzieję, że się wam spodoba ;). Jeśli mielibyście jakieś sugestie co do mojego stylu pisania, fabuły, bohaterów czy czegokolwiek, proszę, piszcie to w komentarzach. Uwzględnię każdą opinię :). Zostawcie po sobie ślad!
Emilova <3

