czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział 3 ;)



Po 3 minutach byłam już na K. Skierowałam się w stronę młyna. Weszłam po schodach i znalazłam swoje miejsce. Obok siedziała Paulina z Piotrkiem.
Nowakowski jest naszym przyjacielem. Poznałam go 3 lata temu, podczas jednej z imprez zorganizowanych przez moją klasę w liceum. Postanowiliśmy wyjść do klubu. Spotkałam tam Dębską, która siedziała z jakimś chłopakiem. Przedstawiliśmy się sobie i nawiązała się luźna rozmowa. Dowiedziałam się, że Piotrek jest koszykarzem i trenuje w Zastalu. Rzeczywiście, wzrostem pasował. Potem zaczęliśmy się spotykać we trójkę. Tak rozkwitła nasza przyjaźń.
- Hej Paula, hej Piotrek- uśmiechnęłam się do nich.
- Hej- odpowiedzieli jednocześnie.
- Co ty tu robisz? Od kiedy chodzisz na żużel?- powiedziałam przez śmiech do Nowakowskiego.
- A, postanowiłem dotrzymać wam towarzystwa- zaśmiał się.
- Idę po picie, chcecie coś?- zapytała Paula podnosząc się z krzesła.
- Weź mi jedno piwo, proszę. Potem Ci oddam- powiedział Piotrek
- Ja poproszę colę- uśmiechnęłam się
- No tak- zaśmiała się Dębska- abstynentka.
- A żebyś wiedziała- zaczęłam się śmiać.
- Chodź na dół, muszę z tobą pogadać…- powiedział Nowakowski patrząc na schodzącą po chodach przyjaciółkę.
-Jasne, chodź. – uśmiechnęłam się zachęcająco i pociągnęłam go za rękę. Zeszliśmy pod trybuny i doszliśmy do bardziej ustronnego miejsca.
- Posłuchaj. Chodzi mi o to, że…- zaciął się i nie mógł nic więcej powiedzieć.
- Podoba Ci się Paula, zgadłam?- zapytałam
- Aż tak to widać?- spojrzał na mnie smutnym spojrzeniem
- Nieee, wcale- powiedziałam sarkastycznie i uśmiechnęłam się.- Stary, to wspaniale! Posłuchaj… Od dawna widziałam, że coś między wami jest. Uśmiechasz się za każdym razem, kiedy ją widzisz. Jesteś od niej tylko 3 lata starszy. Pokaż jej, że Ci na niej zależy, że ją kochasz. Uwierz mi, nie pożałujesz.- uśmiechnęłam się krzepiąco.
- Mówisz?- spytał niepewnie- A co, jeśli mnie odrzuci? Nie chcę jej stracić… Za bardzo mi na niej zależy. Kocham ją…- powiedział cicho.
- Ej, jeśli nic z tym nie zrobisz, to się nie dowiesz. Spróbuj, mówię ci- przytuliłam się do niego i poklepałam go po plecach. – Chodź, wracamy. Zaraz prezentacja- pociągnęłam go za rękę z stronę naszych miejsc.
                Zawody rozpoczęły się zgodnie z planem. W pierwszym wyścigu mało nie dostałam zawału serca… Para Janowski-Madsen pewnie pokonała naszych Szwedów. Potem, było już tylko lepiej. Cały czas utrzymywaliśmy bezpieczną przewagę nad Jaskółkami. Cały mecz krzyczałam, by wspomóc chłopaków. Co chwila spoglądałam na Paulę i Piotrka, którzy rozmawiali w najlepsze. „Będzie z nich fajna para”, pomyślałam i uśmiechnęłam się. Biegi nominowane przyniosły ze sobą bardzo dużo emocji. Oba wyścigi, 14 i 15, zostały podwójnie wygrane przez parę Falubazu. Zawody zakończyły się wynikiem 54:36 dla gospodarzy. Radości nie było końca. Na szczególną pochwałę zasługiwało 4 zawodników Falubazu oraz 2 Unii. Ze strony gospodarzy 12 pkt zdobył Jarosław Hampel, po 10 Andreas Jonsson i Patryk Dudek, a 9 oczek zapisaliśmy przy nazwisku kapitana- Piotra Protasiewicza. W drużynie gości wyróżnili się Artiom Łaguta oraz Maciek Janowski. Bardzo słabe zawody odjechali Janusz Kołodziej, który zdobył tylko 2 punkty oraz Martin Vaculik, który przywiózł jedno oczko. Podczas podziękowań jak zwykle pozdrawialiśmy kapitana i Patryka Dudka. Nie dziwię się, bo pojechali świetnie. Zdenerwowałam się jednak, kiedy grupka kibiców chciała wznieść okrzyk na cześć Jarosława Hampela, a reszta tego nie przyjęła. Bez niego nie wygralibyśmy tego spotkania. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Podeszłam do gniazda i weszłam na nie. Poprosiłam gniazdowego o mikrofon. Nie było z tym problemów, ponieważ dobrze go znam. Stanęłam przodem do kibiców.
- Ej! Nie wstyd wam? Pan Jarek zdobył dla nas 12 punktów, a wy nie chcecie mu nawet podziękować? Zachowujecie się nie poważnie. Dlaczego tak robicie? Dlatego, że jeździł kiedyś w Unii Leszno? Błagam! Teraz punktuje dla nas, dla Falubazu Zielona Góra! Na razie nie było meczu, w którym zdobył mniej niż 10 pkt! Sądzę, że należą mu się wielkie brawa. Pokazywać w każdym meczu taką formę jest bardzo trudno. A jednak Jarek robi to dla nas, dla kibiców! Chcecie być jak gorzowianie, którzy na początku gwizdali na Iversena? Przypomnę, że teraz zdobywa on po kilkanaście punktów co mecz! Chcecie być jak Torunianie, którzy odwracają się tyłem, gdy jedzie Tomasz Gollob? Nie wiem jak wy, ale ja chcę być inna. Chcę się zachowywać godnie. Dlatego teraz proszę Was. Krzyknijmy tak, by usłyszeli nas i w Gorzowie, i w Toruniu! My nie gwiżdżemy za swoich zawodników! Dlatego teraz wszyscy krzyczcie ze mną! Jarka zeeeeeeesłał Bóg! Raz się zdarzył tai cud! Jarka zesłał Bóg! Co innego zrobić mógł, żeby dobrze zrobić nam? Żeby dobrze zrobić nam Jarka zesłał Pan!- Nagle wszyscy kibice podchwycili przyśpiewkę. Cały stadion śpiewał. Odwróciłam się przodem do zawodników i spojrzałam na Hampela. Ruszył on w  moją stronę i powiedział, żebym zeszła z gniazda. Wziął mnie na ręce i przerzucił przez dmuchaną bandę, przez którą następnie przeskoczył. Znów mnie podniósł, zaniósł do innych zawodników, którzy zaczęli mnie podrzucać. Czułam się nieziemsko! Zrobiłam coś dla Jarka, pomogłam mu zdobyć sympatię kibiców. Słowa nie wyrażą tego, jak byłam szczęśliwa. W końcu wszyscy postawili mnie na ziemi. Podszedł do mnie Andreas Jonson.
- Patryk mi przetłumaczył to co mówiłaś. Gratuluję, udało Ci się ich przekonać- uścisnął mi dłoń i poklepał po plecach.
-Dziękuję bardzo. Nie mogłam już po prostu znieść tego, że kibice jeszcze po żadnym meczu mu nie podziękowali. Strasznie mnie to denerwowało.- uśmiechnęłam się do Szweda.
                Następnie odebrałam gratulacje od pana Piotra, Krzysztofa Jabłońskiego oraz Jonasa Davidssona. Po chwili podeszli do mnie Kamil i Patryk.
-Dziewczyno, masz predyspozycje przywódcze!- krzyknął Kamil i mnie przytulił.
-Muszę się z nim zgodzić, byłaś niesamowita.- powiedział Patryk i też mnie przytulił.
-Dzięki chłopaki, starałam się- zaśmiałam się. Zauważyłam, że Jarek zmierza w moją stronę. Chłopcy też musieli to zobaczyć, bo tylko się uśmiechnęli i poszli porozmawiać z trenerem.
-Nie miałem jeszcze okazji osobiście Ci podziękować. Nawet nie wiesz, ile mi tym sprawiłaś radości. Jesteś cudowna- uśmiechnął się do mnie Hampel i przytulił.
- Nie mogłam postąpić inaczej- zaśmiałam się.
-Wsparcie kibiców jest dla mnie bardzo ważne. Zależy mi na tym, żeby mieć z nimi dobre relacje. Dzięki tobie, zrobiłem siedmiomilowy krok na przód. Po tym, co zrobiłaś, kibice na pewno bardziej mnie szanują. Dzięki- uśmiechnął się do mnie.
-Naprawdę, nie ma za co. Zrobiłam, co uważałam za stosowne.
                Nagle wokół mnie zaczęli pojawiać się zawodnicy Unii Tarnów. Wszyscy zaczęli mi gratulować, a Janoś wziął mnie ‘na barana’ i podszedł pod wciąż pełny młyn.
- Może byście też jej podziękowali, co?- krzyknął z uśmiechem.- Dawajcie!- zaśmiał się- JULIAAA NAWROOOCKAAA! <klap klap klap klap klap klap>. Młyn przyjął przyśpiewkę. Zrobiło mi się cieplej na sercu. Maciek mnie puścił na ziemię, a ja go z całej siły przytuliłam.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję!- krzyczałam mu do ucha
- Spokojnie mała, należało Ci się. Byłaś niesamowita. –uśmiechnął się do mnie i dał mi buziaka w policzek.
                W spokoju wróciliśmy do parku maszyn. Tam pogratulował mi jeszcze trener Cieślak. Następnie poszłam do busa Patryka i czekałam w nim na właściciela. Gdy przyszedł Duzers, odwiózł mnie do domu. Podziękowałam mu i wyszłam z busa, machając do niego. Podeszłam do drzwi i zaczęłam szukać kluczy. Usłyszałam wtedy dźwięk smsa. Weszłam do domu i wzięłam do ręki telefon. Wiadomość od Adasia. „To co zrobiłaś było cudowne! Masz predyspozycje przywódcze ;d. Oczywiście cały Włókniarz już o tym wie, masz od wszystkich pozdrowienia. :*” Zaśmiałam się pod nosem. Spojrzałam na zegarek. 22. Dopiero teraz zauważyłam, jak jestem padnięta. Poszłam na górę, wymyłam się i padłam na łóżko jak długa. Nawet nie pamiętam, kiedy zasnęłam.
Obudziłam się sama z siebie o 10. Poszłam do łazienki, umyłam się i pomalowałam. Wróciłam do pokoju i ubrałam się. Następnie zeszłam na dół. Gdy zobaczyłam kto tam siedzi, mało nie spadłam ze schodów…

_____________________________________________________________________________________________

Oddaję wam trzeci rozdział ;). Coś tutaj cicho... Aby zachęcić was do komentowania, do kolejnej notki wstawię zdjęcia żużlowców dla 3 pierwszych osób, które skomentują. Podajcie nazwisko żużlowca i swoje imię (jeśli piszecie z anonima, jeśli nie to posłużę się nickiem ;d). Do następnego!

Emilova <3

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 2 :)


I znowu budzik… Czyli już 10:30. Wstałam, poszłam się ogarnąć do łazienki. Pomalowałam się lekko, po czym, jeszcze w piżamie, zeszłam na dół na śniadanie.
-Hej młoda- powiedziałam po siostry- Cześć mamo- dałam jej buziaka w policzek. Zawsze byłam w dobrych stosunkach z rodzicami. Mieli do mnie zaufanie, więc nie było problemów z wychodzeniem późno do znajomych, albo na spacery ze Strzelcem, kiedy było już ciemno. Nie piję za dużo alkoholu, więc są też o mnie bardziej spokojni.
-Hej córuś, jak się spało?- spytała z uśmiechem- Co chcesz na śniadanie?
-Dzięki, zrobię sobie chrupki z mlekiem.- powiedziałam- A spało się całkiem nieźle, nie mogłam tylko zasnąć, jestem zbyt podekscytowana- zaśmiałam się.
-Czym?- moja mama nie kryła zdziwienia
-A, no tak, nie mówiłam Ci. Dzisiaj przed meczem idę do parku maszyn. Jestem o 15 umówiona z Patrykiem Dudkiem pod bramą wjazdową.
-No to baw się dobrze, tylko uważaj na siebie- uśmiechnęła się.
-Jasne, nie inaczej. Ja zawsze na siebie uważam.- zaśmiałam się i zaczęłam jeść śniadanie.
Gdy skończyłam, odniosłam talerz do zmywarki i poszłam się ubrać. Założyłam ubrania. Po chwili stwierdziłam jednak, że przyda mi się sweterek, bo było ok. 19 stopni. O 11:50 wyszłam do garażu, wsiadłam do samochodu i pojechałam z rodzicami i siostrą do kościoła. Po mszy wróciłam do domu i zjadłam obiad. Po skończonym posiłku spojrzałam na zegarek. 14. Należy już zacząć się szykować. Poszłam do góry, uczesałam włosy w wysoką kitkę i byłam gotowa. Spojrzałam na telefon. Miałam 2 wiadomości: od Patryka i Adasia. Jako pierwszą otworzyłam tę od Patryka. „Nie idź na stadion, podjadę po Ciebie busem o 14:30. Mam nadzieję, że wiadomość nie przyszła za późno ;d.”. Odpisałam mu, że właśnie miałam wychodzić, ale dzięki. Następnie odczytałam smsa od Strzelca. „Życz mi szczęścia… Nie będzie łatwo.”. Odpisałam mu „Debilu, będzie dobrze! Wierzę w Ciebie <3”. Spojrzałam na zegarek, była  14:20. Wzięłam torbę i zeszłam na dół. Ubrałam czarne, niskie converse i byłam gotowa. Po chwili usłyszałam, że ktoś na dworze trąbi. „To pewnie Patryk”, pomyślałam. Wyszłam więc na dwór, zamknęłam drzwi i spojrzałam na podjazd. Nie myliłam się, stał tam bus Duzersa. Weszłam do środka.
-Hej Patryk!- uśmiechnęłam się.
-Cześć Jula, jak leci?- zaśmiał się.
-A cudownie. Właśnie idę do parku maszyn, więc inaczej być nie może- uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- No to jedziemy- powiedział. Przez większość drogi śmialiśmy się lub wygłupialiśmy. W radio leciała akurat ‘moja’ piosenka, więc zaczęłam śpiewać. Gdy utwór się skończył, spojrzałam na Patryka. Miał oczy większe niż pięć złotych. Przyprawiło mnie to o ogromny śmiech.
- Co ci jest, ducha zobaczyłeś?- powiedziałam wciąż się śmiejąc.
- Dziewczyno, masz niesamowity głos!
- Nie przesadzajmy, przeciętny- zarumieniłam się.
- Przeciętny?! Ty nie wiesz o czym mówisz!- zaczął krzyczeć- cudownie śpiewasz!
- Nawet jeśli, to w tej branży szanse na wybicie się mają tylko wysokie głosy, a mój jest niski, więc nic z tego.
- Ci ludzie są po prostu idiotami. Jesteś świetna- uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam czynność.
Dojechaliśmy pod park maszyn. Wysiadłam z auta i rozejrzałam się wokół. Zawsze, gdy tu byłam, stało tylko kilka busów. A teraz? Janowskiracing,  Kołodziejracing, Vaculikracing, Gingerracing, Lagutaracing, Peperacing, Jonssonracing i wiele, wiele innych… Jestem w niebie!
-Chodź, pomożesz mi zabrać kilka rzeczy.- zawołał mnie Patryk. Wzięłam jego kevlar. Był dość ciężki, ale nie będę narzekać. Szłam spokojnie, gdy nagle nadepnęłam na nogawkę stroju i wyłożyłam się jak długa.
-Hej, nic Ci nie jest?- zawołał ktoś do mnie. Podniosłam głowę i zobaczyłam Maćka Janowskiego. „O boże, właśnie wywaliłam się na oczach wicemistrza świata juniorów…”, pomyślałam.
- Nie, chyba wszystko ok. Oprócz tego, że uwaliłam Dudkowi kevlar- zaśmiałam się.
-Chodź, pomogę Ci.- wyciągnął do mnie rękę, ja ją chwyciłam i już po chwili stałam na nogach- A co do kevlaru, to nie musi przecież o niczym wiedzieć, nie?- uśmiechnął się cwaniacko.
-No, nie wygadaj się tylko- spojrzałam się na niego. Janoś nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem.- Julia jestem.- podałam mu dłoń.
-Maciek, ale skoro tu jesteś, to chyba mnie znasz, nie?- zaśmiał się.
- Jakiś ty skromny- powiedziałam sarkastycznie.
-Z sarkazmem to nie do mnie, mała- uśmiechnął się.
-Ty też do wysokich nie należysz…- wytknęłam mu język.
-O tyy- spojrzał na mnie z mordem w oczach. Stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie ucieczka, więc rzuciłam się przed siebie. Maciek rzucił się w pogoń za mną. Pobiegłam do boksu Patryka, rzuciłam w niego kevlarem i wybiegłam. Zdążyłam tylko zobaczyć jego zakłopotane spojrzenie. Po chwili Magic mnie dopadł. Przerzucił mnie przez bark i zaniósł do swojego boksu.-No i co teraz?- zapytał dysząc.
-Nic, nadal jesteś niski- zaśmiałam się, za co zostałam zdjęta z krzesełka i położona na podłogę. Następnie przez dobre dziesięć minut byłam torturowana przez łaskotanie.
-Maciek błagam Cię, przestań!- krzyczałam. Z odsieczą przyszedł mi Kamil, który ściągnął Janosia ze mnie.- Dzięki, uratowałeś mi życie- zaśmiałam się.
-Co tu się stało?- zapytał przez śmiech Adamczewski
-Ona powiedziała, że jestem niski.- burknął Maciek
- Taa, wysoka się odezwała- zaśmiał się.- Ile ty masz wzrostu?
- 152…- powiedziałam cicho
-ILE?!- spytali jednocześnie Kamil i Magic
-Wystarczająco- zaczęłam się śmiać
-I kto tu jest niski?- zapytał triumfalnie Janoś
- No wiesz, 175 to też nie za dużo jak na chłopaka…- wytknęłam mu język- No ale dobra, niech Ci będzie. Idę do Patryka, cześć- uśmiechnęłam się. Odeszłam od nich i weszłam do boksu Patryka. Siedział w  nim żużlowiec razem ze swoim ojcem.
-Właśnie! Tato, to jest moja koleżanka, Julia.
-Miło mi Pana poznać- uśmiechnęłam się i wyciągnęłam ku Panu Sławkowi dłoń.
-Mi również- odwzajemnił czynność.
-Chodź, przejdziemy się po murawie- zaproponował Patryk
-Ok- uśmiechnęłam się. Nie dane nam było jednak spokojnie porozmawiać, po chwili dołączyli do nas Adamczewski i Janowski. Tym żużlowcom chyba nigdy nie brakuje energii… Postanowili, że będą się ścigać po torze, jedno okrążenie sprintem. Ja miałam być sędziom. Podeszłam do linii startowej, chłopacy się ustawili. Na mój znak zaczęli wyścig. Początkowo Janoś był szybszy, jednak zmęczył się szybko. Ostatecznie Kamil go wyprzedził. Janoś nie dał za wygraną.
- Ty Kamil wymyśliłeś bieganie, to teraz moja kolej.- powiedział wciąż dysząc Magic.- Coś ciekawszego niż głupie bieganie w kółko… Wiem!- spojrzał się na mnie złowrogim spojrzeniem- Będziemy biec jedną prostą z Julką ‘na barana’! Duzers, możesz mierzyć czas?
-Jasne, nie ma sprawy- zaśmiał się. Ja jednak nadal stałam jak wryta.
-A mnie zapytać o zgodę to już niełaska?- zapytałam z wyrzutem.
-Nie. Jesteś mi przecież jeszcze winna przysługę za to, co się działo pół godziny temu.- uśmiechnął się cwaniacko.
-Jeśli mnie uniesiecie, to droga wolna- zaśmiałam się
-Patryk, włączaj stoper- Maciek zatarł ręce i podszedł do mnie. Wskoczyłam mu na plecy. Następnie ruszyliśmy ku prostej. Mieliśmy pokonać całą prostą obok parku maszyn. Wszyscy się na nas dziwnie patrzyli. Duzers kazał nam się ustawić. Chwilę po tym krzyknął na cały  stadion ‘START!’. Oczy wszystkich były zwrócone ku nam. Przy dość głośnym dopingu z zielonogórskiego młyna pokonaliśmy tę odległość. Patryk nacisnął przycisk STOP. Teraz przyszła kolej na Kamila.
-O Jezu, jakaś ty leciutka!
-No wiesz, ile można ważyć przy 150 wzrostu- Magic wytknął mi język.
-Cicho siedź- zaśmiałam się. Adamczewski ustawił się na umownym starcie i na komendę Dudka ruszył. Pokonał tę odległość nieco wolniej niż Janoś, więc ten Magic był bardzo szczęśliwy.
-1:1, chłopie- zaśmiał się Maciek i podali sobie z Kamilem dłonie.
-Która godzina?- spojrzałam na zegarek. 16:30.- Klopsy, ja już lecę. Będę was dopingować z młyna.- powiedziałam do Adamczewskiego i Dudka.
-A mnie nie?- spytał ze smutną miną Janowski
-No wiesz, jesteś z drużyny przeciwników…- starałam się powiedzieć to poważnie, ale wybuchłam niekontrolowanym śmiechem. – Oczywiście, że Tobie też będę kibicować!- podeszłam do niego i przytuliłam.
-No i to rozumiem- zaśmiał się- Cześć, mam nadzieję, że do zobaczenia kiedyś- uśmiechnął się
- Na pewno do zobaczenia, czuję, że jeszcze nie raz się spotkamy- wytknęłam mu język.- Pa chłopaki!- Pomachałam do nich i skierowałam się w stronę trybuny K.

niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział 1 :)

Macie 1. rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba ;).



She's got a smile that it seems to me  Reminds me of childhood memories Where everything Was as fresh as the bright blue sky. Moja ulubiona piosenka. Zaczynam tańczyć I śpiewać, gdy nagle muzyka ucicha. No tak… budzik. Otwieram oczy i spoglądam na szafkę nocną, na której leży mój telefon. Wyłączam drzemkę w telefonie i patrzę na zegarek. 10, więc nie jest tak źle. W końcu sobota! Wstałam, poszłam się ogarnąć, ubrać i pomalować. Postanowiłam tylko pociągnąć rzęsy tuszem. Następnie zeszłam na dół, do rodziców i siostry.
- Hej wszystkim- przywitałam się z uśmiechem.
- No cześć mała, jak się spało?- zapytał mój tata.
- Bez zmian, nieźle.- odpowiedziałam przez śmiech.
- Adaś dzwonił przed chwilą, powiedział, że wpadnie do Ciebie za jakiś czas, więc bądź czujna.- powiedziała moja mama.
- Hahaha, ok- odpowiedziałam. Poszłam na górę ogarnąć troszkę w pokoju. Gdy skończyłam sprzątać, usiadłam przed laptopem, weszłam na fb, sportowefakty, tt i instagrama.
- Heeeeeej- usłyszałam nagle za moim uchem. Podskoczyłam i mimowolnie pisnęłam. Odwróciłam się, a za mną na podłodze leżał Adam i tarzał się ze śmiechu.
- Strzelec! Chcesz, żebym umarła na zawał? Pogięło Cię?!- nawrzeszczałam na niego. Chciałam  utrzymać powagę, ale nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Położyłam się obok niego.
- Jak tam?- spytał Adaś.
- Bywało lepiej i gorzej, a u Ciebie?- odpowiedziałam z uśmiechem.
- Dooobrze- powiedział a następnie wybuchnął śmiechem. Ja też zaczęłam się śmiać, tyle że z niego.
- Dobra, debilu, co robimy?- spytałam podnosząc się do siadu.
- Nie wiem jak ty, ale ja mam o 16 trening, więc mamy duuużo czasu- zaśmiał się.
- Idę z tobą, nie ma bata. – powiedziałam.- A teraz chodź, przejdziemy się na miasto. Tylko daj mi się przebrać.
-Jasne, spoko- powiedział wstając. Myślałam, że wyjdzie, jednak on ani myślał opuszczać ten pokój.
-No to może byś łaskawie ruszył ten swój chudy tyłek z tego pokoju?- zaśmiałam się.
- A muszę?-zapytał zasmucony. Zaczęłam się, po raz kolejny, śmiać. Ten chłopak doprowadza mnie do łez.- No doooobra. Idę do łazienki.- wyszedł. Ja zamknęłam drzwi i przebrałam się. Gdy wyszłam z pokoju, Adam już stał przy schodach.
-Chodź- pociągnęłam go za rękę i zeszliśmy na dół, gdzie siedziała moja młodsza siostra. Uwielbia Adasia, zawsze, gdy przychodzi jest szczęśliwa.
- Hej mała- powiedział do Marcysi i podszedł do niej. Ona, gdy go tylko zobaczyła, zeskoczyła z kanapy, podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję. Chłopak zaczął się z nią kręcić wokół własnej osi tak, że małej spadły kapcie.
-Oj, Adaś, co ty z nią robisz- zaśmiałam się.
-Jak się ma moja świeżo upieczona pięciolatka?-spytał Strzelec
-Dobrze- uśmiechnęła się.
-No to super- zaśmiał się.- My już lecimy młoda- powiedział stawiając ją na ziemi.
-Idź do babci, ja będę później w domu, ok. 19- uśmiechnęłam się do niej.
-A gdzie idziecie- zapytała zaciekawiona Marcelinka.
-Najpierw do miasta, a potem mam trening i twoja siostra pójdzie ze mną- mówiąc to objął mnie ramieniem.
-Idziemy, mała. Cześć- powiedziałam, pomachałam do niej i wyszliśmy.-Jesteś samochodem?- spytałam Adama.
-Nie, jestem człowiekiem.-zaśmiał się.- A ten bus stoi sobie tylko dla ozdoby na twoim podjeździe.
-No tak- zaczęłam się śmiać.
                Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Podróż co centrum zajęła nam 15 minut. Zaparkowaliśmy na parkingu na deptaku i wyszliśmy z auta.
-To co robimy?- spytałam
- Zjadłbym coś- odpowiedział Adaś
-Ty ciągle byś coś jadł- zaśmiałam się- chodź, głodomorze.
- Ej, nie pozwalaj sobie- powiedział przez śmiech
- Chciałam Ci przypomnieć, że to ty jesteś rok młodszy, więc mordeczka w kubeł, proszę.- powiedziałam i wybuchłam śmiechem.
- Wiesz co?- powiedział obrażonym tonem i przyśpieszył kroku.
- Oj Adaś, no weź dogoniłam go, objęłam ramieniem, a ten idiota zaczął się śmiać.
- Dobra, to gdzie jemy?- zapytał
-Chodź może na pizzę jakąś, co?- zaproponowałam.
-Jestem za-uśmiechnął się i ruszyliśmy w kierunku pizzerii. Weszliśmy do środka i zamówiliśmy jedną, dużą pizzę. Gdy ją przynieśli, oczy prawie wyszły mi z orbit.
- I my mamy to zjeść?- zaczęłam się śmiać.
- Sam zjadłbym całą, ale będę dobroduszny i się z Tobą podzielę- zaśmiał się.
W ten oto sposób ja zjadłam jeden kawałek, po którym byłam już pełna, a Adaś resztę pizzy. Słyszałam, że żużlowcy dużo jedzą, ale żeby aż tak? Gdzie oni to wszystko mieszczą?
- Najadłeś się?- spytałam Strzelca, gdy skończył.
-Wydaje mi się, że tak- uśmiechnął się.- Która jest godzina?
- 14, idziemy już?- spytałam.
- Trening jest o 16, więc najpóźniej o 15 chciałbym być, żeby jeszcze motor przygotować.
- Jasne, nie ma sprawy. Chętnie Ci pomogę.- powiedziałam.
                Zawsze lubiłam szperać przy motocyklach. Gdy byłam mała,  jeszcze w Częstochowie, często pomagałam tacie, który jest mechanikiem. Uwielbiałam też majstrować przy crossie ojca, sprawiało mi to niemałą frajdę. Nie oznacza to, że byłam chłopczycą. Jak każda dziewczynka, chciałam zostać księżniczką, albo piosenkarką. To drugie zostało mi do tej pory. Muzyka zawsze była we mnie. 4 lata temu nauczyłam się grać na gitarze, więc jestem w tym bardzo dobra. Od zawsze uwielbiałam też śpiewać, ale jakoś nigdy nie mogłam przezwyciężyć tremy wiążącej się z występem przed publiką. Lubię śpiewać, ale tylko dla siebie. Wyjątkami są moi rodzice, siostra, Adaś i Artur. Z Czają niestety nie widuję się tak często, jak bym chciała. Mieszka dość daleko, to pewnie dla tego.
- To chodź może do sklepu muzycznego na chwilkę, co? Muszę sobie kupić nowe kostki, bo tamte już są zjechane.- zaśmiał się Adam.
- Dobra, chodźmy- odpowiedziałam.
                Kiedy rok temu Adaś zobaczył, jak gram na gitarze, sam postanowił spróbować. Kupił sobie pięknego akustyka i poprosił mnie, żebym go czegoś nauczyła. Chętnie mu pomagałam. Muszę powiedzieć, że jest już całkiem niezły, jak na rok gry. Radzi sobie bardzo dobrze.
                Gdy weszliśmy do sklepu, od razu skierowałam się pod ścianę z zawieszonymi gitarami basowymi. Uwielbiam ten instrument. Mogłabym się na niego patrzyć godzinami. Jak to kiedyś stwierdził mój kolega: Elektryk jest fajny, ale słucha się go uszami. Dźwięki basu czujesz aż w żołądku.
- A ty znowu tutaj…- zaśmiał się Adaś podchodząc do mnie.
-Wiesz, że je uwielbiam- zaśmiałam się
- I to aż za dobrze.- uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę do kasy. Kupiliśmy wszystko, czego Adam potrzebował i ruszyliśmy do samochodu. Kierunek: stadion żużlowy. Po 10 minutach jazdy byliśmy na miejscu. Dzisiaj miał trenować cały zespół, no ale wiadomo, że ciężko było wyciągnąć Szwedów, więc trenowali tylko Polscy zawodnicy: Jarek Hampel, Patryk Dudek, Kamil Adamczewski, Alex Zgardziński, Krzysztof Jabłoński, Piotr Protasiewicz no i oczywiście Strzelec. –Chodź, przedstawię Cię chłopakom.- powiedział. Poszliśmy, na razie bez sprzętu, przywitać się z żużlowcami.
Prawie zemdlałam, kiedy zobaczyłam pana Jarka. Od zawsze był moim idolem. Uwielbiałam go za to, że punktuje jeżdżąc w piękny sposób, nie to co np. Nicki Pedersen, po trupach do celu. To nie w stylu Hampela.
-Cześć Julia, Adam dużo o tobie opowiadał- uśmiechnął się pan Jarek i wyciągnął do mnie rękę.
-Dzień dobry Panu. Mam nadzieję, że same dobre rzeczy.- zaśmiałam się i uścisnęłam dłoń żużlowca.
-Nie mów do mnie per ‘Pan’, bo czuję się wtedy staro. Jestem Jarek
-Ja Julia, bardzo mi miło- uśmiechnęłam się.
                Właśnie poznałam Jarosława Hampela. O mój Boże…
-Ty musisz być Julia, tak? Adaś wspominał, że wpadniesz- podszedł do mnie Patryk Dudek i uścisnął mi rękę.
- Tak, to ja- uśmiechnęłam się-Miło mi Cię poznać.
-Mi Ciebie również.
-Co tam Patryk, rozmawiasz z jakąś piękną panią i mnie nie wołasz? Foch!- podszedł do nas Kamil. Odwrócił się bokiem do Duzersa.- Jak masz na imię?
-Julia, miło mi-odpowiedziałam śmiejąc się.- No już powiedz coś do niego, bo smutno mu przez Ciebie- zaśmiałam się i pokazałam na Patryka, który nadal stał obok.
-Ta zniewaga krwi wymaga, nie ma tak dobrze!- Adamczewski również zaczął się śmiać.
- Wiecie co?- powiedział Dudek z fochem- Idę stąd.
- No Paaatryk weeeź.- podeszłam do niego, chwyciłam za rękę i pociągnęłam w naszą stronę. Uśmiechnął się do mnie.
Nawiązała się luźna rozmowa. Nie porozmawialiśmy jednak za długo, bo chłopacy musieli wypróbować maszyny. Poszłam do boksu Adasia. Siedział na krzesełku i słuchał muzyki. Usiadłam mu na kolanach i wyciągnęłam jedną słuchawkę. Wsadziłam ją sobie do ucha i zaczęłam z nim słuchać piosenki.
- Nooo, Strzelec, masz jednak gust!- zaśmiałam się.
-Po nazwisku, to po pysku, Nawrocka.- wybuchnął śmiechem.- Wstawaj, muszę się przygotować do treningu. Po chwili mechanicy odpalili motor Adasia. Od razu na mojej twarzy zagościł uśmiech. Uwielbiam ten dźwięk.
- Chcesz się przejechać ze mną?- spytał Adam, widząc moją reakcję.
- Mogę?!- spytałam z niedowierzaniem, oczy mi się zaświeciły. Żużlowiec pokiwał głową. Rzuciłam się mu na szyję, byłam bardzo szczęśliwa.
-No już, bo nie będziesz miała z kim jechać, jak mnie udusisz- zaśmiał się. Dałam mu jeszcze buziaka w policzek.- Chodź, wyprowadzimy go.- powiedział do mnie.
                Wzięliśmy żużlówkę i wyprowadziliśmy z boksu na zjazd na tor. Adam wszedł pierwszy i kazał mi usiąść za sobą. Zrobiłam tak, oplotłam przyjaciela rękami w pasie i pojechaliśmy. Wyjechaliśmy na tor. Adam przejechał kilka kółek, oczywiście nie na pełnej prędkości ;). Gdy zjechaliśmy do parku maszyn zeskoczyłam z maszyny, poczekałam aż Strzelec wprowadzi ją do boksu, powiedział mechanikom co zmienić i podszedł do mnie. Ja znów przytuliłam się do niego.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję- krzyczałam mu do ucha.
-Dobra, spokojnie!- powiedział Adaś przez śmiech.
                Przez resztę treningu siedziałam na murku w parku maszyn. Między biegami przychodził do mnie Adaś, Patryk i czasami Kamil. Z Duzersem i Adamczewskim złapałam bardzo dobry kontakt, wymieniliśmy się numerami telefonów. Po chwili podszedł do mnie Patryk.
- Hej Jula, nie chciałabyś jutro obejrzeć meczu z parku, tak od kulis?- zapytał lekko onieśmielony.
-Bardzo chętnie, tylko jestem umówiona już z koleżanką…Ale jeśli pozwolisz, to bardzo chętnie wpadnę przez meczem.- uśmiechnęłam się.
- Jasne, dobre i to- zaśmiał się
-Jesteś świetny, dzięki-podeszłam do niego i przytuliłam.
-Super, to bądź jutro o 15 pod bramą do parku maszyn, ok?
-Jasne, na pewno będę- uśmiechnęłam się.- Ja muszę już lecieć, do jutra.- uśmiechnęłam się i pomachałam mu.
Ten dzień mogłam zaliczyć do bardzo udanych. Już jutro niedziela. A to oznacza mecz z Tarnowem. Mecz, przed którym będę się przechadzać po parku maszyn. Już nie mogę się doczekać!

_______________________________________________________________________________________________________
Hej kochani! Oddaję w wasze ręce 1. rozdział. Mam nadzieję, że się wam spodoba ;). Jeśli mielibyście jakieś sugestie co do mojego stylu pisania, fabuły, bohaterów czy czegokolwiek, proszę, piszcie to w komentarzach. Uwzględnię każdą opinię :). Zostawcie po sobie ślad!

Emilova <3