czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 2 :)


I znowu budzik… Czyli już 10:30. Wstałam, poszłam się ogarnąć do łazienki. Pomalowałam się lekko, po czym, jeszcze w piżamie, zeszłam na dół na śniadanie.
-Hej młoda- powiedziałam po siostry- Cześć mamo- dałam jej buziaka w policzek. Zawsze byłam w dobrych stosunkach z rodzicami. Mieli do mnie zaufanie, więc nie było problemów z wychodzeniem późno do znajomych, albo na spacery ze Strzelcem, kiedy było już ciemno. Nie piję za dużo alkoholu, więc są też o mnie bardziej spokojni.
-Hej córuś, jak się spało?- spytała z uśmiechem- Co chcesz na śniadanie?
-Dzięki, zrobię sobie chrupki z mlekiem.- powiedziałam- A spało się całkiem nieźle, nie mogłam tylko zasnąć, jestem zbyt podekscytowana- zaśmiałam się.
-Czym?- moja mama nie kryła zdziwienia
-A, no tak, nie mówiłam Ci. Dzisiaj przed meczem idę do parku maszyn. Jestem o 15 umówiona z Patrykiem Dudkiem pod bramą wjazdową.
-No to baw się dobrze, tylko uważaj na siebie- uśmiechnęła się.
-Jasne, nie inaczej. Ja zawsze na siebie uważam.- zaśmiałam się i zaczęłam jeść śniadanie.
Gdy skończyłam, odniosłam talerz do zmywarki i poszłam się ubrać. Założyłam ubrania. Po chwili stwierdziłam jednak, że przyda mi się sweterek, bo było ok. 19 stopni. O 11:50 wyszłam do garażu, wsiadłam do samochodu i pojechałam z rodzicami i siostrą do kościoła. Po mszy wróciłam do domu i zjadłam obiad. Po skończonym posiłku spojrzałam na zegarek. 14. Należy już zacząć się szykować. Poszłam do góry, uczesałam włosy w wysoką kitkę i byłam gotowa. Spojrzałam na telefon. Miałam 2 wiadomości: od Patryka i Adasia. Jako pierwszą otworzyłam tę od Patryka. „Nie idź na stadion, podjadę po Ciebie busem o 14:30. Mam nadzieję, że wiadomość nie przyszła za późno ;d.”. Odpisałam mu, że właśnie miałam wychodzić, ale dzięki. Następnie odczytałam smsa od Strzelca. „Życz mi szczęścia… Nie będzie łatwo.”. Odpisałam mu „Debilu, będzie dobrze! Wierzę w Ciebie <3”. Spojrzałam na zegarek, była  14:20. Wzięłam torbę i zeszłam na dół. Ubrałam czarne, niskie converse i byłam gotowa. Po chwili usłyszałam, że ktoś na dworze trąbi. „To pewnie Patryk”, pomyślałam. Wyszłam więc na dwór, zamknęłam drzwi i spojrzałam na podjazd. Nie myliłam się, stał tam bus Duzersa. Weszłam do środka.
-Hej Patryk!- uśmiechnęłam się.
-Cześć Jula, jak leci?- zaśmiał się.
-A cudownie. Właśnie idę do parku maszyn, więc inaczej być nie może- uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- No to jedziemy- powiedział. Przez większość drogi śmialiśmy się lub wygłupialiśmy. W radio leciała akurat ‘moja’ piosenka, więc zaczęłam śpiewać. Gdy utwór się skończył, spojrzałam na Patryka. Miał oczy większe niż pięć złotych. Przyprawiło mnie to o ogromny śmiech.
- Co ci jest, ducha zobaczyłeś?- powiedziałam wciąż się śmiejąc.
- Dziewczyno, masz niesamowity głos!
- Nie przesadzajmy, przeciętny- zarumieniłam się.
- Przeciętny?! Ty nie wiesz o czym mówisz!- zaczął krzyczeć- cudownie śpiewasz!
- Nawet jeśli, to w tej branży szanse na wybicie się mają tylko wysokie głosy, a mój jest niski, więc nic z tego.
- Ci ludzie są po prostu idiotami. Jesteś świetna- uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam czynność.
Dojechaliśmy pod park maszyn. Wysiadłam z auta i rozejrzałam się wokół. Zawsze, gdy tu byłam, stało tylko kilka busów. A teraz? Janowskiracing,  Kołodziejracing, Vaculikracing, Gingerracing, Lagutaracing, Peperacing, Jonssonracing i wiele, wiele innych… Jestem w niebie!
-Chodź, pomożesz mi zabrać kilka rzeczy.- zawołał mnie Patryk. Wzięłam jego kevlar. Był dość ciężki, ale nie będę narzekać. Szłam spokojnie, gdy nagle nadepnęłam na nogawkę stroju i wyłożyłam się jak długa.
-Hej, nic Ci nie jest?- zawołał ktoś do mnie. Podniosłam głowę i zobaczyłam Maćka Janowskiego. „O boże, właśnie wywaliłam się na oczach wicemistrza świata juniorów…”, pomyślałam.
- Nie, chyba wszystko ok. Oprócz tego, że uwaliłam Dudkowi kevlar- zaśmiałam się.
-Chodź, pomogę Ci.- wyciągnął do mnie rękę, ja ją chwyciłam i już po chwili stałam na nogach- A co do kevlaru, to nie musi przecież o niczym wiedzieć, nie?- uśmiechnął się cwaniacko.
-No, nie wygadaj się tylko- spojrzałam się na niego. Janoś nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem.- Julia jestem.- podałam mu dłoń.
-Maciek, ale skoro tu jesteś, to chyba mnie znasz, nie?- zaśmiał się.
- Jakiś ty skromny- powiedziałam sarkastycznie.
-Z sarkazmem to nie do mnie, mała- uśmiechnął się.
-Ty też do wysokich nie należysz…- wytknęłam mu język.
-O tyy- spojrzał na mnie z mordem w oczach. Stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie ucieczka, więc rzuciłam się przed siebie. Maciek rzucił się w pogoń za mną. Pobiegłam do boksu Patryka, rzuciłam w niego kevlarem i wybiegłam. Zdążyłam tylko zobaczyć jego zakłopotane spojrzenie. Po chwili Magic mnie dopadł. Przerzucił mnie przez bark i zaniósł do swojego boksu.-No i co teraz?- zapytał dysząc.
-Nic, nadal jesteś niski- zaśmiałam się, za co zostałam zdjęta z krzesełka i położona na podłogę. Następnie przez dobre dziesięć minut byłam torturowana przez łaskotanie.
-Maciek błagam Cię, przestań!- krzyczałam. Z odsieczą przyszedł mi Kamil, który ściągnął Janosia ze mnie.- Dzięki, uratowałeś mi życie- zaśmiałam się.
-Co tu się stało?- zapytał przez śmiech Adamczewski
-Ona powiedziała, że jestem niski.- burknął Maciek
- Taa, wysoka się odezwała- zaśmiał się.- Ile ty masz wzrostu?
- 152…- powiedziałam cicho
-ILE?!- spytali jednocześnie Kamil i Magic
-Wystarczająco- zaczęłam się śmiać
-I kto tu jest niski?- zapytał triumfalnie Janoś
- No wiesz, 175 to też nie za dużo jak na chłopaka…- wytknęłam mu język- No ale dobra, niech Ci będzie. Idę do Patryka, cześć- uśmiechnęłam się. Odeszłam od nich i weszłam do boksu Patryka. Siedział w  nim żużlowiec razem ze swoim ojcem.
-Właśnie! Tato, to jest moja koleżanka, Julia.
-Miło mi Pana poznać- uśmiechnęłam się i wyciągnęłam ku Panu Sławkowi dłoń.
-Mi również- odwzajemnił czynność.
-Chodź, przejdziemy się po murawie- zaproponował Patryk
-Ok- uśmiechnęłam się. Nie dane nam było jednak spokojnie porozmawiać, po chwili dołączyli do nas Adamczewski i Janowski. Tym żużlowcom chyba nigdy nie brakuje energii… Postanowili, że będą się ścigać po torze, jedno okrążenie sprintem. Ja miałam być sędziom. Podeszłam do linii startowej, chłopacy się ustawili. Na mój znak zaczęli wyścig. Początkowo Janoś był szybszy, jednak zmęczył się szybko. Ostatecznie Kamil go wyprzedził. Janoś nie dał za wygraną.
- Ty Kamil wymyśliłeś bieganie, to teraz moja kolej.- powiedział wciąż dysząc Magic.- Coś ciekawszego niż głupie bieganie w kółko… Wiem!- spojrzał się na mnie złowrogim spojrzeniem- Będziemy biec jedną prostą z Julką ‘na barana’! Duzers, możesz mierzyć czas?
-Jasne, nie ma sprawy- zaśmiał się. Ja jednak nadal stałam jak wryta.
-A mnie zapytać o zgodę to już niełaska?- zapytałam z wyrzutem.
-Nie. Jesteś mi przecież jeszcze winna przysługę za to, co się działo pół godziny temu.- uśmiechnął się cwaniacko.
-Jeśli mnie uniesiecie, to droga wolna- zaśmiałam się
-Patryk, włączaj stoper- Maciek zatarł ręce i podszedł do mnie. Wskoczyłam mu na plecy. Następnie ruszyliśmy ku prostej. Mieliśmy pokonać całą prostą obok parku maszyn. Wszyscy się na nas dziwnie patrzyli. Duzers kazał nam się ustawić. Chwilę po tym krzyknął na cały  stadion ‘START!’. Oczy wszystkich były zwrócone ku nam. Przy dość głośnym dopingu z zielonogórskiego młyna pokonaliśmy tę odległość. Patryk nacisnął przycisk STOP. Teraz przyszła kolej na Kamila.
-O Jezu, jakaś ty leciutka!
-No wiesz, ile można ważyć przy 150 wzrostu- Magic wytknął mi język.
-Cicho siedź- zaśmiałam się. Adamczewski ustawił się na umownym starcie i na komendę Dudka ruszył. Pokonał tę odległość nieco wolniej niż Janoś, więc ten Magic był bardzo szczęśliwy.
-1:1, chłopie- zaśmiał się Maciek i podali sobie z Kamilem dłonie.
-Która godzina?- spojrzałam na zegarek. 16:30.- Klopsy, ja już lecę. Będę was dopingować z młyna.- powiedziałam do Adamczewskiego i Dudka.
-A mnie nie?- spytał ze smutną miną Janowski
-No wiesz, jesteś z drużyny przeciwników…- starałam się powiedzieć to poważnie, ale wybuchłam niekontrolowanym śmiechem. – Oczywiście, że Tobie też będę kibicować!- podeszłam do niego i przytuliłam.
-No i to rozumiem- zaśmiał się- Cześć, mam nadzieję, że do zobaczenia kiedyś- uśmiechnął się
- Na pewno do zobaczenia, czuję, że jeszcze nie raz się spotkamy- wytknęłam mu język.- Pa chłopaki!- Pomachałam do nich i skierowałam się w stronę trybuny K.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz